Adam 8-00, ADAM (magazyn)(1)
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
Nr 8
(25)
8
' 2 0 0 0
INDEKS 343781
ISSN 1425-4557
C e n a 6 z ∏
RATOWNIK
Razem z moim przyjacielem posta-
nowiliÊmy zrobiç sobie odskoczni´
od ˝ycia codziennego. Zdecydowa-
liÊmy si´ na wspólny urlop nad na-
szym Ba∏tykiem. PostanowiliÊmy
pojechaç na tydzieƒ do ¸eby. By-
∏em ju˝ tam wczeÊniej, tyle tylko,
˝e z rodzicami. Teraz liczy∏em na
coÊ wi´cej. Na szalonà zabaw´.
rza. Tam roz∏o˝yliÊmy si´ ko∏o bud-
ki ratownika. NatarliÊmy si´ wza-
jemnie kremem do opalania, obser-
wowaliÊmy towar na pla˝y i wy-
mienialiÊmy mi´dzy sobà spostrze-
˝enia. A by∏o na kim zawiesiç oko.
Mnóstwo m∏odych menów wy-
grzewa∏o swoje cia∏ka. Druga spra-
wa to znaleêç ch∏opaka o podob-
nych zainteresowaniach do na-
szych. Kiedy podziwialiÊmy ch∏o-
paków, kutasy po prostu zaczyna∏y
drgaç do góry. W obcis∏ych kàpie-
lówkach b´dzie to bardzo widocz-
ne. Tym bardziej, ˝e mój chuj
w pe∏nym wzwodzie nie zmieÊci si´
wewnàtrz gaci. MusieliÊmy pobiec
szybko do wody och∏odziç jajca
i kutasy.
Po chwili powróci∏y do sflacza∏ej
normy. Kiedy wróciliÊmy, w budce
pojawi∏ si´ ratownik. Co to by∏ za
kutas? Cia∏o opalone nadmorskim
s∏oƒcem na pi´kny bràzowawy ko-
lor. Ciemne blond w∏osy, czesane
na boki. Do tego ciemne okularki.
Wyglàda∏ w nich bardzo podnieca-
jàco. Klata rozwini´ta perfekcyjnie,
zapewne od regularnego biegania
na si∏owni´. Ca∏oÊç poroÊni´ta
m∏odziutkim zarostem, wr´cz
meszkiem. Nogi ju˝ zdecydowanie
poroÊni´te ciemnymi w∏oskami,
które tworzy∏y jednolite odzienie je-
go nóg w letni skwar. Chuje nasze
na jego widok stan´∏y ponownie.
Teraz ju˝ i tak nie zdà˝ymy do wo-
dy. Dlatego czym pr´dzej po∏o˝yli-
Êmy si´ na kutasach, by ukryç
wzwody naszych pa∏.
By∏ prawie zupe∏nie rozebrany.
Mia∏ tylko na sobie skàpe kàpie-
lówki. Razem z Tomkiem wzrokiem
po˝eraliÊmy jego cia∏o i nie pomi-
n´liÊmy ˝adnego miejsca. Wyko-
nywaliÊmy ruchy ty∏kami tak, by
kutasy pociera∏y o kocyk. Starali-
Êmy si´ to robiç dyskretnie, jednak
i on po chwili zauwa˝y∏, ˝e bacznie
si´ mu przyglàdamy. Od tej pory
doÊç cz´sto zerka∏ w naszà stron´.
Zawsze kiedy patrzy∏ na nas, nasze
spojrzenia spotyka∏y si´. Wreszcie
i on, widaç, zaczà∏ si´ napalaç, bo
w jego kàpielówkach ostro zaczy-
na∏o p´cznieç. Dlatego szybko
usiad∏ na swoim krzese∏ku ratowni-
ka i po∏o˝y∏ nogi na barierk´ okala-
Razem z Tomkiem postaraliÊmy
si´ o tydzieƒ urlopu w firmie. Szef
nie protestowa∏, a nawet wr´cz na-
lega∏, kiedy nagadywaliÊmy o nie-
go. Powiedzia∏, ˝e nale˝y nam si´
solidny odpoczynek za rzetelnà
prac´. Zresztà my byliÊmy podob-
nej myÊli. ChcieliÊmy wyszumieç
si´ razem. Z Tomkiem tworzy∏em
nieformalnà par´ o luênym charak-
terze. Nie mieszkaliÊmy razem.
Tym bardziej tydzieƒ sp´dzony ra-
zem du˝o dla nas znaczy∏.
Wyjazd zaplanowaliÊmy na so-
bot´ rano. Wieczorem spakowali-
Êmy si´ i zacz´liÊmy dzwoniç po
kwaterach. By∏o ci´˝ko. W koƒcu
znaleêliÊmy coÊ dla dwóch osób,
a w∏aÊciwie to znalaz∏ Tomek. Zapi-
sa∏ adres i zadzwoni∏ do mnie, ˝e
ju˝ znalaz∏. Przez telefon umówili-
Êmy si´ jeszcze na pociàg, po
czym poszliÊmy spaç. Rano mu-
sieliÊmy wczeÊnie wstaç.
SpotkaliÊmy si´ rano na stacji
g∏ównej. Ja kupi∏em bilety. Chwil´
póêniej wpakowaliÊmy baga˝e do
pociàgu i wyruszyliÊmy na tygo-
dniowe wakacje, takie jak za daw-
nych m∏odych lat szkolnych i stu-
denckich. Pogoda wed∏ug progno-
zy b´dzie wspania∏a przez ca∏y ty-
dzieƒ. Zapowiada∏o si´ siedem dni
ostrego pra˝enia na s∏oƒcu, wspól-
nej kàpieli z ch∏opakiem, szalonych
zabaw do bia∏ego rana, równie˝
tych ∏ó˝kowych.
Prawie w po∏udnie byliÊmy na
miejscu. ZamieszkaliÊmy w pen-
sjonacie dla starszych osób.
W ostatniej chwili ktoÊ zrezygno-
wa∏ z rezerwacji. To dobrze, bo
przynajmniej my mieliÊmy gdzie
zatrzymaç si´ na tydzieƒ. Zaraz po
przyjeêdzie postanowiliÊmy pójÊç
na pla˝´. Za∏o˝yliÊmy kàpielówki,
klapki na stopy, kocyk, ciemne
okularki i poszliÊmy nad brzeg mo-
jàcà jego budk´. W ten sposób móg∏
ukryç stojàcego chuja. Nie dawa∏ mu
jednak spokoju i masowa∏ swego pta-
ka r´kà. To by∏ odlotowy pokaz m´-
skiego onanizmu w ukryciu, o ile pla˝´
publicznà z du˝à liczbà ludzi mo˝na
nazwaç w ten sposób. W tym momen-
cie mój chuj osiàgnà∏ maksymalnà
wielkoÊç i wydosta∏ si´ na zewnàtrz
kàpielówek. Czu∏em narastajàcy or-
gazm. Musia∏em powstrzymaç rusza-
nie ty∏kiem, co powodowa∏o pocieranie
chuja o koc. To uchroni∏o mnie przed
wytryskiem, bo fiut momentalnie znie-
ruchomia∏, choç nadal sta∏ jak drut.
Musia∏em nieêle si´ nam´czyç, aby po
paru sekundach ostrego napalenia nie
zalaç koca i brzucha goràcà spermà.
Teraz zamarzy∏ mi si´ jego chuj, któ-
rym móg∏bym si´ nawet udusiç, byle
tylko wziàç go w usta i ssaç do bia∏e-
go nektaru, do ostatniej kropelki tego
boskiego napoju.
Ratownik wsta∏ i poszed∏ do wody
si´ och∏odziç. My po chwili te˝ posta-
nowiliÊmy to uczyniç. P∏ywaliÊmy
doÊç d∏ugo. Po powrocie na miejsce
opalania stwierdziliÊmy brak obiektu
naszych westchnieƒ. Teraz w budce
siedzia∏a jakaÊ kobieta. Równoupraw-
nienie. Ale na ratownika nadaje si´ tyl-
ko zajebisty ch∏opak, na przyk∏ad taki,
jak przed chwilà. Przypomina∏ on ra-
towników ze „S∏onecznego patrolu“.
W tej sytuacji postanowiliÊmy wróciç
do pensjonatu.
Na ∏awce przed naszym miejscem
noclegowym siedzia∏ on. W pierwszej
chwili zamurowa∏o nas, ale jak si´ oka-
za∏o, ten mi∏y ch∏opaczek równie˝ wy-
najmowa∏ tutaj maleƒki pokoik. By∏
roz∏o˝ony na ∏awce niczym król. Sie-
dzia∏ z puszkà zimnego piwa. Na swo-
je kàpielówki zarzuci∏ tylko czerwone
spodenki sportowe. Teraz mogliÊmy
zerknàç na niego z bliska. Kiedy zbli˝y-
liÊmy si´, on równie˝ nas zauwa˝y∏
i od razu wysunà∏ propozycj´, abyÊmy
razem wyskoczyli coÊ przekàsiç. Nie
mieliÊmy nic przeciwko. ZjedliÊmy
w pensjonacie dobry obiad, aczkol-
wiek spóêniony. Potem wyskoczyliÊmy
na piwo do baru i dobrà sma˝onà ryb´.
Coraz bardziej zaprzyjaênialiÊmy si´
i zacz´liÊmy tworzyç zgranà trójk´
przyjació∏.
Hubert, bo tak mia∏ na imi´ nasz no-
wy kolega, równie˝ mieszka∏ w Byd-
goszczy. Studiuje tam. Podczas waka-
cji wypoczywa sobie tutaj za darmo
w ramach pracy jako ratownik. Nigdy
jednak nie pozna∏ fajnych kolegów,
a by∏ tu trzeci rok z rz´du. Razem sza-
leliÊmy tak do wieczora. Jutro, w nie-
dziel´, mia∏ dzieƒ wolny. Zaproponowa∏
nam, abyÊmy poszli do niego na piwo
i mo˝e coÊ wi´cej (hm...). Nie wiedzie-
liÊmy tylko, co oznacza∏o to „coÊ wi´-
cej“. Mimo tego jednak bez chwili wa-
hania zdecydowaliÊmy si´ na jego pro-
pozycj´.
– Widzia∏em, jak przyglàdaliÊcie mi
si´ na pla˝y. Spodoba∏em si´ wam.
By∏o to widaç, zresztà te wasze ruchy
dupami te˝ by∏y widoczne. Napalali-
Êcie si´ na mnie i grzaliÊcie fujary. Kie-
dy spotka∏em was przed pensjonatem,
bardzo si´ ucieszy∏em. Chyba dobrze
odczyta∏em wasze zamiary wzgl´dem
mnie? W ka˝dym razie jestem na was
nagrzany.
– Nie mylisz si´. My równie˝ chce-
my zawrzeç nowe przyjaênie.
Podczas rozmowy nasze kutasy sta-
n´∏y do boju. Nie musieliÊmy tego
ukrywaç, bo dobrze wiedzieliÊmy, do
czego to wszystko zmierza. Hubert
podszed∏ do nas jako pierwszy i rozpo-
czà∏ z nami igraszki od d∏ugich poca-
∏unków z j´zyczkiem. Reszta to kwe-
stia czasu. Kiedy Hubert liza∏ si´
zTomkiem, ja zaczà∏em dra˝-
niç i lizaç jego brodawki.
Jak˝e s∏odkie i cu-
downe by∏o
jego
cia∏o. Po jego m∏odzieƒczym meszku
w´drowa∏em w dó∏ jego cia∏a, przez
brzuch i p´pek dotar∏em do centrum
zainteresowania. Âciàgnà∏em jego
odzienie ochronne. Przed moimi usta-
mi znalaz∏ si´ jego chuj. By∏ cz´Êciowo
zakryty przez napletek. Zsunà∏em go
pierwszym ruchem moich ust po jego
˝o∏´dzi. Potem po∏yka∏em kutasa ju˝
coraz g∏´biej. Po chwili patan jego
przypomina∏ lÊniàce ber∏o. Tomek zdjà∏
z siebie spodenki sportowe, a przed
oczami ratownika ukaza∏y si´ jego wa-
lory: zgrabne ow∏osione poÊladki, na-
pr´˝ony chuj i dyndajàce jaja. Teraz i ja
pozby∏em si´ kr´pujàcego ruchy ubra-
nia, a ca∏oÊç przenios∏a si´ na ∏ó˝ko.
Hubert po∏o˝y∏ si´ na plecach i ra-
zem ze mnà utworzy∏ znakomità pozy-
cj´ „69“. W tej pozie mo˝na osiàgnàç
obustronne zadowolenie. Dzi´ki temu
on móg∏ si´ zajàç mojà fujarà. Teraz
czu∏em si´ bardziej zadowolony. Chuja
13
obciàga∏ przystojny ratownik. Rzuci∏
si´ do tego pe∏nà parà. Ju˝ po chwili
pociliÊmy si´ jak sportowcy podczas
wzmo˝onego wysi∏ku. Kto wie, mo˝e
seks te˝ kiedyÊ b´dzie dyscyplinà
sportowà? Tu te˝ mo˝na wybraç z∏ote-
go medalist´ w tym fachu. Tomek
przejecha∏ po swoim kutasie kilka razy
r´kà, a gdy ju˝ zesztywnia∏, podszed∏
do dupy Huberta, rozchyli∏ jego nogi.
To u∏atwi∏o mu dotarcie do jego jàder
i szpary w dupie. Liza∏ jego odbyt, któ-
ry poczàtkowo by∏ doÊç suchy. Jednak
ju˝ po chwili zabawy z jego jamkà
otwór stawa∏ si´ coraz bardziej wilgot-
ny. Z up∏ywem czasy dziura wypusz-
cza∏a soczki ze Êrodka. Kiedy ja suwa-
∏em po chuju ratownika w gór´ i w dó∏,
on zaczà∏ wpychaç swój naÊliniony pa-
lec w mój odbyt.
Moja dupa ju˝ po chwili ocieka∏a so-
kami i domaga∏a si´ kutasa. Zatem
ustawiliÊmy si´ razem z Hubertem
w pozycji „na pieska“. MogliÊmy
w ten sposób topiç swoje podnie-
cenie we w∏asnych ustach. Tomek
przystàpi∏ do jebania. Wpakowa∏
na poczàtek swojego kutasa
w dziur´ ch∏opaczka, u którego
goÊciliÊmy dzisiejszego wieczoru.
Ja musia∏em zadowoliç si´ na
razie jego palcem, który làdowa∏
w mojej norce. Ale po chwili role
odwróci∏y si´. Mnie posuwa∏ mój
kolega z pracy, a w norze Huberta
làdowa∏ jego palec. Nie trwa∏o to
d∏ugo. Musia∏ wyjÊç chujem z mo-
jej dupy, by nie eksplodowaç zbyt
szybko. Tomek musia∏ na chwil´
odpoczàç chujem, dlatego zaj´li-
Êmy si´ jego norà wspólnie z ra-
townikiem. To by∏a nagroda za do-
bre posuwanie naszych ty∏ków.
Kiedy dupa jego zwilgotnia∏a,
Hubert po∏o˝y∏ si´ i uniós∏ swoje-
go ˝ylastego fiuta do góry. Na je-
go lask´ nadziewa∏ si´ Tomek. Poczàt-
kowo sz∏o mu to doÊç opornie, a to za
sprawà braku elastycznoÊci jego zwie-
racza. Z up∏ywem czasu dostosowa∏
si´ on jednak do rozmiarów jego
cz∏onka, dzi´ki czemu jazda nabiera∏a
wysokiego komfortu. Tomek szala∏ na
jego ogierze, dodam – dzikim, bo spra-
wia∏ wra˝enie, jakby stara∏ si´ go ujeê-
dziç na potulnego êrebaka. Jego okrzy-
ki rozchodzàce si´ po pokoju stawa∏y
si´ coraz g∏oÊniejsze i wyraêniejsze.
Hubert wrzeszcza∏:
– Tak dobrze jebiesz go, ˝e brak mi
s∏ów zachwytu. Ale˝ mi cudownie!
Pierwszy raz posuwam si´ analnie,
w sensie, ˝e mój chuj làduje w czyjejÊ
dupie. Robi´ to po raz pierwszy i nigdy
bym nie przypuszcza∏, ˝e to mo˝e da-
waç tyle zadowolenia.
– Przy nas nauczysz si´ sporo.
Po chwili j´ki przerwa∏ g∏os ratowni-
ka, który oznajmi∏, ˝eby przesta∏, bo za
chwil´ eksploduje w jego ty∏ku, a nie
chcia∏ tam finiszowaç. Tomek wsta∏
zjego cz∏onka i wypierdoli∏ kondoma,
po czym przywar∏ do jego chuja i zliza∏
naciek∏e soki z pràcia. W jego wypi´ty
ty∏ek teraz ja mog∏em wprowadziç
swojego cz∏onka. Wszed∏ bardzo lek-
ko, bo chuj Huberta sprawi∏, ˝e dupa
mojego firmowego kolegi by∏a w sta-
nie przyjàç sporego kutasa do swego
wn´trza. Dzi´ki temu od razu ostro na-
piera∏em na jego dziur´ i r˝nà∏em go po
same jaja. Im d∏u˝ej go posuwa∏em,
tym by∏em bli˝szy eksplozji nasienia.
chuje ju˝ nie podo∏ajà zadaniu przez
najbli˝szà godzin´.
Razem przygotowani byliÊmy do fi-
niszu. U∏o˝yliÊmy si´ w pozycji
w kszta∏cie ko∏a. Dzi´ki temu ka˝dy
z nas mia∏ do dyspozycji jednego
cz∏onka. PostanowiliÊmy wi´c ciàgnàç
chuje na wyÊcigi. Najlepszy w tej zaba-
wie okaza∏ si´ Hubert, który pierwszy
zala∏ swojà twarz goràcà spermà Tom-
ka. Po fakcie ch∏opaczek obliza∏ si´ tyl-
ko na znak, ˝e „polskie te˝ dobre“.
Drugi zwyci´˝y∏ Tomek, trzeci by∏em
ja. Sperma zala∏a nasze twarze i szyje.
Na koniec wylizaliÊmy resztki nasienia
z naszych twarzy. Nie omieszkaliÊmy
tak˝e przywróciç po∏ysku chujom. Ju˝
po chwili sflacza∏e kutasy zacz´∏y po-
wracaç do formy. My jednak nie chcie-
liÊmy znowu ostrej jazdy w pokoju
pensjonatu.
PostanowiliÊmy zaliczyç
nocnà kàpiel w morzu. Chocia˝
dochodzi∏a pó∏noc, woda by∏a
ciep∏a, wczasowiczów nie by∏o
widaç. To spotka∏o si´ z jedno-
znacznà decyzjà. Slipy pow´-
drowa∏y na morski piasek, a my
wstroju Adama wskoczyliÊmy
w morskie fale. Fajne uczucie.
Po raz pierwszy kàpa∏em si´ na
publicznej pla˝y na golasa. Kie-
dy jednak wyskoczyliÊmy z wo-
dy, zatka∏o nas. Slipy porwa∏y
morskie fale. Teraz pozosta∏o
nam tylko jedno: biec do pen-
sjonatu przez las. Dobrze, ˝e
nie jest tak daleko, oko∏o 300
metrów. BiegliÊmy co si∏ w no-
gach. Chuje i jaja dynda∏y nam
podczas biegu. Droga na szcz´-
Êcie by∏a pusta. DotarliÊmy za-
tem bezpiecznie do pensjonatu.
Taki by∏ ca∏y tydzieƒ. Rano
kàpiel (nad naszym bezpieczeƒ-
stwem czuwa∏ oczywiÊcie ra-
townik), potem wspólny wypad w trój-
k´ na miasto, ruchanie, nocna kàpiel,
sen. Ostatnia noc by∏a ca∏kowicie bez-
senna. W miejsce snu wszed∏ nocny
seks. By∏a to najbardziej dziwaczna
noc z ¸eby, którà pami´tamy wszyscy
do dziÊ. Zresztà mamy co wspominaç,
poniewa˝ Hubert zosta∏ naszym no-
wym bydgoskim kolegà. Za∏atwiliÊmy
mu tak˝e prac´ w naszej firmie, a Hu-
bert przeniós∏ si´ na studia zaoczne.
Teraz tworzymy szcz´Êliwy trójkàt
wnaszym nowym mieszkaniu. Wynaj-
mowanym oczywiÊcie.
Stara∏em si´ jednak zwalniaç, kiedy
zbli˝a∏ si´ orgazm. Hubert jednà r´kà
trzyma∏ za jaja, a drugà wali∏ kutasa
To m ka.
Teraz musia∏em ju˝ wyjÊç z jego
wn´trza. Dopad∏em j´zorem nory, któ-
rà przed chwilà posuwa∏em. Wyliza-
∏em jà razem z jego jajami, które mia∏y
ostry, spocony zapach. Teraz ca∏a trój-
ka przyj´∏a pozycj´ „potrójnego pie-
ska“ i r˝n´∏a si´ bez opami´tania. Ku-
tasy pcha∏y si´ w nory partnerów pra-
wie same, wchodzi∏y do dup po sam
trzon. Tomek jako pierwszy musia∏
sam sobie stymulowaç ptaka. To ju˝
nadchodzi∏ koniec zabawy. Wi´cej
Jonson
14
Kilka lat temu tu˝ po zakoƒczeniu
sesji dosta∏em od mojej sàsiadki
propozycj´ wyjazdu na obóz
w zast´pstwie jej syna, który obla∏
kolejny raz szko∏´. Za kar´ posta-
nowi∏a, ˝e ch∏opak nie pojedzie,
a jako ˝e ju˝ wszystko by∏o zakle-
pane, szuka∏a kogokolwiek w za-
st´pstwie. Okaza∏o si´, i˝ jest to
coÊ w rodzaju po∏àczenia szko∏y
przetrwania z obozem sporto-
wym. Mia∏em na dwa tygodnie za-
mieszkaç w jednej z nadmorskich
miejscowoÊci, w domkach po∏o-
˝onych w lesie, kilkadziesiàt me-
trów od morza. Poniewa˝ i tak nic
nie planowa∏em, a perspektywa
sp´dzenia ca∏ych wakacji w War-
szawie niezbyt mi si´ podoba∏a,
ofert´ przyjà∏em natychmiast.
w domkach dla wszystkich
uczestników obozu. Postanowio-
no zatem, ˝e jeden z nas mo˝e
zamieszkaç z opiekunami, i jak
pewnie si´ domyÊlacie, w∏aÊnie
to ja, jako najstarszy, otrzyma∏em
propozycj´ mieszkania z tymi faj-
nymi menami. Szcz´Êcie jak za-
wsze mnie nie opuszcza∏o. Ale
˝eby nie okaza∏o si´, i˝ wszystko
zawsze mi si´ udaje, moi wspó∏-
lokatorzy okazali si´ zkr´ceni na
punkcie sexu, ale z kobietami. Co
wieczór przyprowadzali jakieÊ
babki i pieprzyli je jak króliki.
Przynajmniej mog∏em sobie po-
podglàdaç te wspania∏e cia∏a
w akcji. Obydwaj byli dobrze ob-
darzeni przez natur´, ale to Hans
by∏ zdecydowanym mistrzem.
Mia∏ co najmniej 25-centymetro-
wego kutasa. Dopiero teraz, gdy
patrzy∏em i s∏ysza∏em, jak panien-
ki krzyczà z rozkoszy, moja wy-
obraênia pracowa∏a na najwy˝-
szych obrotach, a mój kutas nie
dawa∏ mi spokoju.
Pewnej nocy, gdy ch∏opaki po-
˝egnali kolejne panieny, ja koƒ-
czy∏em w∏aÊnie koniobicie. Wtedy
do mojego pokoju wpad∏ Adam.
Nie wiedzia∏em, co w∏aÊciwie
mam zrobiç. On za to wcale nie
wyglàda∏ na zdziwionego.
UÊmiechnà∏ si´ tylko i zawo∏a∏
Hansa:
– Chodê tu szybko, trza po-
móc naszemu przyjacielowi!
Ju˝ w autobusie moje ogrom-
ne zainteresowanie wzbudzili dwaj
opiekunowie grupy. Pierwszy –
absolutny blondyn, a takich lubi´
najbardziej, wysoki, proporcjonal-
nie zbudowany, fajny facet; nazy-
wali go Hans, chocia˝ tak nie mia∏
na imi´. Drugi jeszcze wy˝szy od
Hansa, z ciemnymi w∏osami, by∏
jeszcze lepiej zbudowany od swo-
jego kolegi; by∏ to Adam. Podczas
d∏ugiej podró˝y oddawa∏em si´
wspania∏ym sex-marzeniom,
w których oczywiÊcie uczestni-
czyli dwaj moi ulubieƒcy.
Po dojechaniu na miejsce oka-
za∏o si´, ˝e zabrak∏o miejsca
16
LETNI OBÓZ
[ Pobierz całość w formacie PDF ]