Adam 7-00, ADAM (magazyn)(1)
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
N r 7
( 2 4 )
7
' 2 0 0 0
INDEKS 343781
ISSN 1425-4557
C e n a 6 z ∏
KENIJSKI
OLBRZYM
Hotel w Nairobi. Ch∏opiec hotelowy,
mo˝e 17-letni, wnosi mojà walizk´ do
pokoju. Dostaje napiwek. Jest uprzej-
my i dzi´kuje. Nie wychodzi z pokoju.
Patrz´ na jego krocze, a w∏aÊciwie
d∏ugà rur´ zwisajàcà swobodnie
w nogawce do kolana. Widaç to wy-
raênie. Pytam, kiedy koƒczy prac´.
Moja angielszczyzna jest s∏aba, rozu-
mie jednak. Umawiamy si´ na nast´p-
ny wieczór.
wal´ swojà twarz i tors. Jest zajebi-
Êcie. W koƒcu otwieram usta. Jest in-
teligentny, zgaduje moje myÊli. Pot´˝-
ny, gruby strumieƒ jasnego moczu
zalewa mojà twarz. Leje d∏ugo i obfi-
cie. Wszystko jest mokre. Tak˝e bieli-
zna poÊcielowa.
micznie. Krzycz´ ze
szcz´Êcia. On ∏aduje
dalej. Czuj´ go niemal
w gardle. MyÊl´, ˝e
przebije mnie ca∏ego.
Nagle wychodzi szyb-
ko i zalewa mnie gorà-
cym p∏ynem. Moje
plecy i dupsko lepià
si´ od spermy. Ch∏o-
pak wylizuje mnie do-
k∏adnie.
Wciàga spodnie
i siada przy stoliku.
W nogawce wisi pa∏a
do kolan. Wpycham
mu swojego kutasa
do czarnej mordy
istrzelam.
Przychodzi. Âciàga spodnie. Nie
nosi slipów. Wszystko si´ zgadza: py-
ta, rura, sztanga czy mo˝e wà˝ zwisa
na ok. 40 cm. Szok i podziw. Chwy-
tam go. Jest mi´kki, elastyczny, gru-
by, ale przy tej d∏ugoÊci kryteria oce-
ny si´ zmieniajà. Kr´c´ nim i bij´ o je-
go uda. Nie staje. K∏ad´ si´ na ∏ó˝ku,
on kl´ka w rozkroku. Jego chujem
B. Marek
Odwracam si´. Oglàda ze zdziwie-
niem mojà dziur´, gdy kl´cz´. CoÊ
manipuluje palcami, sprawdza g∏´bo-
koÊç dziury. Czuj´ wcisk doÊç mi´k-
kiej ˝o∏´dzi. Rozluêniam mi´Ênie. Czu-
j´, ˝e pyta sztywnieje. Wt∏acza si´ po-
woli – miarowymi oddechami poma-
gam we wprowadzeniu smoka. Czuj´,
˝e jest w po∏owie. Pewnie dalej nie
wejdzie. Nagle dupa otwiera si´ sa-
ma. T∏ok maszyny parowej pracuje.
Najpierw niezbyt miarowo, potem ryt-
11
PRZYGODA Z RATOWNIKIEM
Pozna∏em go pod koniec lata. Dorabia∏
sobie w czasie wakacji jako ratownik
na miejscowej pla˝y. By∏ sympatycz-
nym brunetem o zielonych oczach. Wi-
dzia∏em go codziennie siedzàcego na
le˝aku pod budkà ratowniczà. Nadzoro-
wa∏ przebywajàcych w wodzie. Cza-
sem podnosi∏ si´ ze swego le˝aka
i wchodzi∏ do jeziora, aby powstrzymaç
zbyt daleko odp∏ywajàcych dzieciaków.
Ja te˝ przychodzi∏em na pla˝´ codzien-
nie, wybiera∏em wygodne miejsce, aby
móc obserwowaç tego m∏odego ratow-
nika. Stara∏em si´ nie rzucaç si´ mu
zbytnio w oczy, dlatego te˝ przynosi-
∏em ze sobà jakàÊ gazet´ lub ksià˝k´
i udawa∏em, ˝e czytam. Czytanie jed-
nak nie sz∏o mi do g∏owy. By∏a wype∏-
niona myÊlami o ratowniku. Obrazy,
które rysowa∏y si´ w mej wyobraêni,
doÊç cz´sto zmusza∏y mnie do le˝enia
na brzuchu, aby wyraêny pagórek na
moich slipach nie przyciàga∏ dociekli-
wych spojrzeƒ kàpiàcych si´.
Zanurzony w swoje ero-
tyczne marzenia, pewnego
ciep∏ego, lecz nie goràce-
go popo∏udnia zasnà∏em
na pla˝y. Nie wiem, ile
spa∏em, ale gdy obudzi∏em
si´, s∏oƒce akurat chowa∏o
si´ za lini´ horyzontu. Po-
woli robi∏o si´ ciemno. Ca-
∏a pla˝a by∏a pusta. Tylko
ratownik samotnie le˝a∏ na
swym le˝aku i obserwo-
wa∏ mnie.
– No to jak, wyspa∏eÊ
si´? – nagle zwróci∏ si´ do
mnie. – Zauwa˝y∏em, ˝e
codziennie przychodzisz
tutaj i obserwujesz mnie.
Ale dzisiaj dla odmiany ja
obserwowa∏em ciebie jak
spa∏eÊ – nagle rozeÊmia∏
si´ mój rozmówca.
Poczu∏em si´ jak z∏apany na gorà-
cym uczynku z∏odziej. Moje policzki od
jego s∏ów zarumieni∏y si´.
– Nie wstydê si´. Wcale mi to nie
przeszkadza. Ja te˝ ch´tnie ci´ obser-
wowa∏em, chocia˝ ty tego nie zauwa-
˝y∏eÊ.
Po tych s∏owach ratownik podniós∏
si´ ze swojego le˝aka i zaczà∏ zwijaç
du˝y r´cznik. Nie wiedzia∏em, co mam
mu na to powiedzieç. Ba∏em si´, ˝e na
tym nasza rozmowa mo˝e si´ skoƒ-
czyç. Postanowi∏em jednak zaryzyko-
waç.
– Mam na imi´ W∏odek.
– Sergiusz – powiedzia∏ ratownik.
Zauwa˝y∏em, ˝e on zamierza iÊç ju˝
z pla˝y. Jednak sta∏em niczym wkopa-
ny w piasek, nie wiedzàc, co mam po-
czàç.
– Czego tak stoisz, chodê ze mnà.
Przecie˝ widz´, ˝e chcesz mnie po-
znaç bli˝ej.
– Naprawd´ mog´ iÊç z tobà? – za-
pyta∏em go, nie mogàc uwierzyç w to,
˝e los mi sprzyja.
– Przecie˝ powiedzia∏em, nie kr´puj
si´, chodê.
Szybkim krokiem zbli˝aliÊmy si´ do
stacji ratowniczej. Sergiusz otworzy∏
drzwi do szatni i wpuÊci∏ mnie do
Êrodka.
– Wchodê, stary, te˝ mi si´ bardzo
podobasz. Chc´ zrobiç to z tobà. Co ty
na to?
Nie czekajàc odpowiedzi, Sergiusz
zamknà∏ drzwi szatni na klucz, pod-
szed∏ do mnie i mocno chwyci∏ mnie
za ramiona:
– Kochaj mnie, W∏odku! Kochaj na-
mi´tnie i ostro! Pragn´ ci´!
Sergiusz chwyci∏ mnie za g∏ow´
i mocno nami´tnie, po m´sku poca∏o-
wa∏. Czu∏em, ˝e moje cia∏o zaraz eks-
ploduje. Ca∏y dr˝a∏em z rozkoszy. On
zostawi∏ na chwil´ w spokoju mojà g∏o-
w´ i mocnym ruchem zerwa∏ ze mnie
slipy. Sta∏em przed nim ca∏kiem nagi,
z wypr´˝onà pa∏à z przodu. Sergiusz
zrzuci∏ te˝ swoje spodenki i wtedy zoba-
czy∏em ten jego instrument! To by∏
prawdziwy cud natury, pot´˝ny, gruby
i d∏ugi. Nigdy jeszcze nie widzia∏em cze-
goÊ takiego. Jednak Sergiusz nie po-
zwoli∏ mi d∏ugo patrzyç na ten cud, po-
nownie chwyci∏ mnie za g∏ow´ i podcià-
gnà∏ jà do swego krocza, ja otworzy∏em
usta, aby uca∏owaç t´ jego ˝o∏àdê, jed-
nak nie zdà˝y∏em. Sergiusz z si∏à wpa-
kowa∏ swego chuja do moich ust, wpy-
chajàc go do samego gard∏a. Wyczu-
∏em t´ jego zajebistà moc tylnà stronà
swego j´zyka. A Sergiusz tymczasem
rytmicznie pracowa∏ swym chujem.
MyÊla∏em, ˝e si´ ud∏awi´ tà jego pa∏à,
jednak szybko si´ dostosowa∏em do je-
go ruchów i teraz dr˝àca przyjemnoÊç
wype∏nia∏a moje ca∏e cia∏o.
Ratownik w tym czasie puÊci∏ si´
jednà r´kà mojej g∏owy i chwyci∏ mnie
nià za jaja. Ja omal nie zemdla∏em, kie-
dy on mocno Êcisnà∏ je, naciàgajàc
w swojà stron´. Moja pa∏a podskoczy-
∏a od tego chwytu do góry i zacz´∏a
drgaç jak szalona. Widzàc to Sergiusz
Mija∏y dni, a mnie jak dotàd nie uda-
∏o si´ poznaç ratownika. Nie mog∏em
wymyÊliç jakiegoÊ pretekstu, aby po-
gadaç z nim. Jednak ÊwiadomoÊç te-
go, ˝e on jest obok, zmusza∏a mnie do
codziennego przychodzenia na pla˝´.
Liczy∏em na to, ˝e jednak uda si´ mi
zapoznaç z nim, chocia˝ nie wiedzia-
∏em na pewno, czy jest on gejem, czy
te˝ nie. Ale podÊwiadomie liczy∏em na
to, ˝e on jest swój.
12
przyÊpieszy∏ swe ruchy, coraz g∏´biej
wpychajàc swego chuja do mojego
gard∏a. I nagle zamar∏, ca∏y si´ napr´-
˝y∏, jeszcze mocniej Êcisnà∏ moje jaja
iwtym momencie pot´˝na lawina je-
go spermy uderzy∏a mnie prosto
wprze∏yk. Ledwo zdà˝y∏em jà po∏knàç.
MyÊlalem, ˝e to ju˝ koniec, jednak Ser-
giusz zrobi∏ jeszcze jeden krótki ruch
chujem i nowa porcja spermy pola∏a
si´ przez moje gard∏o do wewnàtrz
mnie. To by∏o niesamowite uczucie!
Sergiusz powoli wyciàgnà∏ chuja z mo-
ich ust, wypuÊci∏ te˝ moje jaja.
– Teraz po∏ó˝ si´ na kanapie – po-
prosi∏ mnie.
Ch´tnie spe∏ni∏em jego proÊb´. A on
wzià∏ z pó∏ki krem i zaczà∏ nim maso-
waç mój odbyt. Przygotowa∏em si´ na
przyj´cie jego pot´˝nego chuja, roz-
luêniajàc si´. Jednak on tego nie zro-
bi∏. Nie wyobra˝a∏em jeszcze sobie, co
on kombinuje. A Sergiusz w tym cza-
sie posmarowa∏ swà prawà r´k´ i za-
czà∏ powoli rozwieraç mój pierÊcieƒ
mi´Êniowy pomi´dzy poÊladkami.
Czu∏em, jak wpycha∏ we mnie naj-
pierw dwa, potem trzy, potem cztery
palce. Zrobi∏ to ze znajomoÊcià spra-
wy, nie wyczuwa∏em ˝adnego bólu,
tylko coraz wi´ksza rozkosz ogarnia∏a
mnie. I nagle, po delikatnym masowa-
niu, Sergiusz z ca∏à si∏à wepchnà∏ we
mnie ca∏à d∏oƒ. J´cza∏em, ale nie z bó-
lu, lecz z rozkoszy. Kiedy jego d∏oƒ
schowa∏a si´ w moim odbycie, Ser-
giusz lewà r´kà posmarowa∏ swà pra-
wà i powolutku, centymetr po centy-
metrze wepchnà∏ mi jà po sam ∏okieç.
By∏em nadziany na jego prawà r´k´ a˝
po ∏okieç. Dziwne, ale nadal nie czu-
∏em bólu, tylko jeszcze wi´ksza roz-
kosz ogarn´∏a mnie. Sergiusz palcami
prawej r´ki masowa∏ mnie od we-
wnàtrz, a lewà chwyci∏ mego chuja.
Kilka delikatnych dotkni´ç i ca∏y stru-
mieƒ spermy z si∏à wyrwa∏ si´ z moje-
go chuja, a mi´Ênie odbytu mocno
zacisn´∏y r´k´ ratownika.
Po kilku minu-
tach moje cia∏o
odpr´˝y∏o si´
iSergiusz powoli
wyciàgnà∏ swà
r´k´, ale nie po-
zwoli∏ mi pod-
nieÊç si´. Tym ra-
zem wpakowa∏
we mnie swego
ponownie na-
brzmia∏ego chu-
ja. Po takim przy-
gotowaniu, jego pyta wesz∏a we mnie
bez ˝adnego oporu. Sergiusz zabra∏ si´
do roboty z nowà si∏à. Od jego ruchów
mój chuj te˝ zaczà∏ nabieraç pr´˝nych
kszta∏tów. Znowu by∏em podniecony.
Sergiusz potrafi∏ dogodziç cz∏owieko-
wi. W tym momencie ratownik zamar∏
na mnie, ca∏y spr´˝y∏ si´ i nowa fala je-
go spermy wpakowa∏a si´ we mnie,
teraz ju˝ przez drugi otwór. Czu∏em, ˝e
i ja zaraz strzel´, ale powstrzyma∏em
si´.
Za jakiÊ czas Sergiusz zszed∏ ze
mnie i pozwoli∏ mi wstaç te˝.
– Idê pod prysznic – powiedzia∏ mi.
Ch´tnie to zrobi∏em, bo by∏em spo-
cony. A po prysznicu czu∏em si´ jak
nowonarodzony. Kiedy wróci∏em z ∏a-
zienki, Sergiusz le˝a∏ na kanapie do gó-
ry twarzà.
– Chodê tu – poprosi∏. – Teraz po-
prosz´ ci´, ˝ebyÊ zrobi∏ coÊ niezwyk∏e-
go. Usiàdê tu naprzeciwko mnie i weê
krem.
Tak w∏aÊnie zrobi∏em. Usiad∏em na-
przeciwko Sergiusza, tak ˝e jego po-
Êladki by∏y naprzeciwko mojego kro-
cza. Sergiusz podniós∏ nogi i po∏o˝y∏ je
na moich ramionach. MyÊla∏em, ˝e on
chce, abym wzià∏ go od ty∏u. Ale Ser-
giusz kaza∏ mi wziàç krem i posmaro-
waç nim mojà prawà nog´. Wykona-
∏em jego polecenie.
– Teraz wsuwaj swà nog´ w mój ty-
∏ek. Nie bój si´. Bardzo to lubi´.
Jego ty∏ek by∏ ju˝ posmarowany
i rozluêniony. Wepchnà∏em palce mo-
jej nogi w jego odbyt i powoli posuwa-
∏em si´ dalej. O dziwo, moja noga
wchodzi∏a w ratownika bardzo swo-
bodnie i za moment ca∏a moja stopa
schowa∏a si´ w jego odbycie. Sergiusz
j´cza∏ z rozkoszy. Ja patrzy∏em na jego
chuja, który sta∏ przed moimi oczami
jak dobry ko∏ek i tylko przy ka˝dym
moim posuni´ciu nogi wprawia∏ si´
w krótkie, rytmiczne drgania. Od tego
widoku mój chuj te˝ wyprostowa∏ si´
i zrobi∏ si´ ponownie twardy. Trzyma-
jàc nog´ w odbycie Sergiusza, jedno-
czeÊnie chwyci∏em r´kà za jego drà˝-
ka, a on w zamian chwyci∏ si´ mego.
Nagle obaj zamarliÊmy, wyczuwajàc
moment szczytu. JednoczeÊnie nasze
lufy wystrzeli∏y pot´˝na salwà bia∏ego
pocisku i ja wyczu∏em, jak mojà nog´
mocno zacisn´∏y mi´Ênie Sergiusza.
To by∏ niesamowity wieczór. Nigdy
przedtem nie prze˝y∏em czegoÊ takie-
go. Tej nocy nie poszliÊmy do domu.
ZostaliÊmy na noc w stacji ratowni-
czej. A rano umówiliÊmy na ponowne
spotkanie wieczorem.
Ta mto lato zbli˝y∏o nas z Sergiuszem
na sta∏e. I chocia˝ mieszkamy w ró˝-
nych, doÊç dalekich od siebie mia-
stach, to jednak co roku spotykamy si´
latem na znanej nam pla˝y.
Miki Nik
/Lwów/
13
NA PLA˚Y
Le˝ysz sobie na plecach, usi∏ujàc z∏apaç opalenizn´. Na
uszach masz s∏uchawki; s∏uchasz ulubionej muzyki. Fale
obmywajà ∏agodnie pusty brzeg. Obserwujàc, jak woda
przyp∏ywa i odp∏ywa, zaczynasz odczuwaç narastajàce
podniecenie. Podnosisz g∏ow´ i rozglàdasz si´ woko∏o. Na
horyzoncie ani ˝ywej duszy. W twoich uszach rozbrzmie-
wa goràca brazylijska samba. Dêwi´ki rozpalajà ci´ coraz
Piosenka dobiega koƒca. Niski g∏os za tobà pyta: „Mog´
to z ciebie zlizaç?“. Zapuszczasz ∏ab´dzia, by zobaczyç,
jak wyglàda goÊç, którego krtaƒ wyprodukowa∏a to pyta-
nie, lecz s∏oƒce kompletnie ci´ oÊlepia. Mru˝ysz oczy, gdy
nagle silna r´ka chwyta ci´ za rami´. „Nici z podglàdania“
– komenderuje ten sam g∏os. Czujesz, jak opadajà ci kà-
pielówki. Wielkie, mi´siste wargi skubià nabrzmia∏à ˝o∏àdê
twojego palanta, by po chwili wch∏onàç go ca∏ego. Silne
∏apy chwytajà ci´ za dup´, ugniatajà jà jakby to by∏o cia-
sto chlebowe. Spuszczasz si´ znowu, cicho poj´kujàc.
Wyssawszy ci´ do ostatniej kropli, nieznajomy oddaje ci
twojego fiuta. Pot´˝na graba naciàga ci kàpielówki. Odzy-
skujesz zdolnoÊç widzenia. Ciemny kszta∏t, ginàcy w od-
bardziej. Twój kutas próbuje pokonaç opór gumki kàpieló-
wek marki Speedo. Jego ró˝owo-fioletowy ∏eb przedziera
si´ w kierunku p´pka, sam si´ przy tym onanizujàc. Lejà-
cy si´ z nieba ˝ar wzmaga rytmiczne pulsowanie twojego
penisa. Twoje prawie nagie cia∏o pokryte jest warstwà po-
tu i olejku do opalania. Twój fiut porzuca zamiar wyswo-
bodzenia si´ z ciasnych majtek. Rozglàdasz si´ ponownie
i znów nie udaje ci si´ dojrzeç nikogo. Twoja r´ka posta-
nawia ulitowaç si´ nad nabrzmia∏à m´skoÊcià i wydoby-
wa jà z tekstylnego wi´zienia. Walisz go w takt muzyki
p∏ynàcej ze s∏uchawek. Morskie fale cudownie pieszczà ci
stopy. S∏oƒce doprowadza krew w twoich ˝y∏ach do wrze-
nia. Spuszczasz si´ zadziwiajàco szybko. Pokaêna porcja
spermy làduje w twoich ustach. Stwierdzasz, ˝e od wody
morskiej ró˝ni si´ bardziej konsystencjà ni˝ smakiem.
dali, to wszystko, co
widzisz w oÊlepiajà-
cym s∏oƒcu. Postaç
na chwil´ przystaje
i odwraca si´ w two-
im kierunku. „Bàdê tu
o pó∏nocy, jeÊli
chcesz wi´cej“ –
oznajmia niski g∏os.
Cieƒ znika. Dopiero
co obs∏u˝ony kutas
znów nape∏nia si´
krwià na myÊl o tym,
co si´ wydarzy o pó∏-
nocy. JeÊli ON wró-
ci... JeÊli ty wrócisz...
Pla˝a o pó∏nocy...
Szafir
14
[ Pobierz całość w formacie PDF ]