Adam 6-00, ADAM (magazyn)(1)
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
6
' 2 0 0 0
Nr 6
(23)
C Z E R W I E C
C e n a 6 z ∏
INDEKS 343781
ISSN 1425-4557
Juraj Janosik – zbójnik tatrzaƒski, który to po swo-
jemu Êwiat równa∏: bogatym zabiera∏, a biednym da-
wa∏ – urodzi∏ si´ niedaleko Ziliny w Ma∏ej Fatrze, we
wsi Terchova. Zbójowa∏ wysoko nad êród∏ami Ora-
wy i Wagu, plàdrowa∏ paƒskie zamki w dolinie Wa-
gu. Nad Wagiem hula∏ i szala∏, nad Wagiem tak˝e
d∏ugo kona∏ na szubienicy – w Liptowskim Mikula-
szu. Górski Wag wszystko to widzia∏, pami´ta i opo-
wiada, wystarczy tylko ws∏uchaç si´ w szmer rzeki.
B´dàc w Terchovej mia∏em okazj´ mieszkaç u wspó∏-
czesnego Janosika. Ch∏op na schwa∏, wysoki, barczysty,
opalony. Pracowa∏ na swoim gospodarstwie wraz z ˝onà
i czwórkà synów. Mia∏ 39 lat i naprawd´ do z∏udzenia przy-
pomina∏ Janosika ze znanego nam filmu. By∏ bardzo go-
Êcinny i ˝yczliwy.
Po wspólnej kolacji i kilku piwach uda∏em si´ na spo-
czynek. By∏em bardzo zadowolony, gdy w Êrodku nocy po-
czu∏em, ˝e ktoÊ wchodzi do mojego ∏ó˝ka. By∏o ciemno.
Nagle poczu∏em pulsujàcy penis na moim brzuchu. By∏ zu-
pe∏nie nagi, ja spa∏em tak˝e nago. Nic nie mówiàc, odwró-
ci∏ mnie na bok i w tej pozycji wpierdoli∏ od razu swoje
wielkie mi´cho w mojà goràcà dziur´. Od razu jeba∏ jak
ogier. Dziura szybko przystosowa∏a si´ do wielkoÊci gna-
ta. A mia∏ czym pierdoliç. Zaganiacz wielki, gruby, z pot´˝-
nymi splotami ˝y∏ (co zobaczy∏em dopiero rano). Jebanka
trwa∏a d∏ugo, gdy˝ zmienia∏ rytm grzmocenia i tym samym
przed∏u˝a∏ swój orgazm. Gdy wystrzeli∏, czu∏em jego cie-
p∏y nektar rozp∏ywajàcy si´ w mojej dupie. Gdy skoƒczy∏
pierdolenie, dok∏adnie wyliza∏ mojà zaspermionà dup´
i wzià∏ si´ za obciàganie konia. Robi∏ to profesjonalnie –
szybko wystrzeli∏em sperm´, którà po∏knà∏ w ca∏oÊci. Po-
tem dok∏adnie wyliza∏ chuja i wory. Ca∏owaliÊmy si´ na-
mi´tnie do bia∏ego rana. Póêniej poszed∏ do Êpiàcej ˝ony.
B. Marek
11
By∏em wówczas jeszcze studentem. Do Bukaresztu przyjecha-
∏em ekspresem „Karpaty“ i nie bardzo wiedzia∏em, gdzie sp´dz´
noc. Pieni´dzy mia∏em niewiele, a hotele by∏y drogie. Równo-
czeÊnie wiedzia∏em, ˝e w Rumunii rzàdzonej przez Ceausescu
obowiàzuje zakaz nocowania cudzoziemców u osób prywat-
nych. Siedzia∏em na ∏awce w parku Cismigiu i nie bardzo wie-
dzia∏em, co robiç dalej.
Nagle przysiad∏ si´ niezbyt atrakcyjny m´˝czyzna w Êrednim
wieku. Spyta∏ coÊ po rumuƒsku. Nie zrozumia∏em, ale na szcz´-
Êcie w∏ada∏ tak˝e (kiepsko) rosyjskim. Zaproponowa∏ nocleg
u siebie w domu. Ba∏em si´ troch´, ale w zasadzie nie mia∏em
wyjÊcia. Mia∏ ˝on´ Flor´ i 3-letniego synka Claudia. Noc sp´dzi-
liÊmy razem. ˚ona by∏a tolerancyjna, a mo˝e nieÊwiadoma. Ty-
tus (tak si´ nazywa∏) mia∏ bardzo ma∏ego cz∏onka (bez przesa-
dy, jakieÊ 7-8 cm). Sta∏ mu solidnie, ale nie czu∏em go zupe∏nie
w sobie.
WBukareszcie sp´dzi∏em cztery dni na zwiedzaniu miasta.
Gdy wróci∏em do Polski, nasza korespondencja trwa∏a. Min´∏o
kilkanaÊcie lat. Gdy upad∏ re˝im Ceausescu, Tytus przyjecha∏ do
Polski razem z ˝onà i Claudiem. Ch∏opiec mia∏ ju˝ 18 lat i wy-
rós∏ na przystojnego m∏odzieƒca. Wspominaniu nie by∏o koƒca.
Claudiu ca∏y czas przebywa∏ ze mnà. Dobrze mówi∏ po rosyj-
sku. ChodziliÊmy na wycieczki, podczas gdy rodzice robili np.
zakupy.
Pewnego dnia wybraliÊmy si´ do uroczej miejscowoÊci
w Beskidach. By∏o upalnie – sierpieƒ. PoszliÊmy nad jezior-
ko, w miejsce ustronne i ciche. Claudiu chcia∏ pop∏y-
waç. Rozebra∏ si´ do slipek. By∏ szczup∏y, muskularny (çwiczy∏ na si∏owni), opalony. Zobaczywszy ogromne
rozmiary jego genitaliów, rysujàce si´ przez cienkie slipy, pomyÊla∏em, ˝e jest ca∏kowitym przeciwieƒ-
stwem swojego taty. Nie wiem dlaczego, ale nie by∏em podniecony tym widokiem. Gdy
Claudiu wyszed∏ z wody, zobaczy∏em ogromny sterczàcy namiot w jego
kroku. Spyta∏, czy mo˝e zdjàç mokre slipy w mojej obecnoÊci,
a spodnie za∏o˝y na go∏e cia∏o. OczywiÊcie si´ zgodzi∏em.
Gdy zobaczy∏em tego m∏odego, pi´knego kutasa, z któ-
rego by∏ wyraênie dumny, zdziwi∏em si´ ogromnie.
Claudiu skwitowa∏ to s∏owami:
– Mam 28 cm, ale bywajà lepsi.
Olbrzymia, obna˝ona ˝o∏àdê, wyraênie ró-
˝owa, kontrastowa∏a z niemal ciemnocze-
koladowym, grubym jak kie∏bacha trzo-
nem. Poprosi∏, niemal b∏agalnie, aby wy-
trzepaç mu konia. Nie mog∏em odmówiç
tej proÊbie. Claudiu po∏o˝y∏ si´ i w tej po-
zycji wali∏em ten zajebisty korzeƒ. Wy-
strzeli∏ po kilku minutach, zalewajàc
brzuch i piersi m∏odà spermà.
– Chc´ teraz poczuç ci´ w sobie – po-
wiedzia∏ i chwyci∏ mnie za krocze.
Chuj zesztywnia∏ mi natychmiast. Po∏o˝y-
∏em si´ na plecach, a on nabi∏ si´ na druta
niemal od razu. By∏ chyba doÊwiadczony
w analu. Gdy tryska∏em, p∏aka∏ jak dziecko.
Chwil´ potem sca∏owa∏em jego mocno rozje-
chanà czerwonà dziur´. On ca∏owa∏ póê-
niej moje wory. PrzyszliÊmy do domu
szcz´Êliwi.
Pó∏ roku póêniej dosta∏em list
od ojca Claudia. Dono-
si∏, ˝e syn poszed∏ do
monasteru...
B. Marek
12
CLAUDIU
ZOSTA¸
MNICHEM
GORÑCE PIASKI
Lato by∏o d∏ugie, s∏oneczne. Koƒczy∏ si´ se-
zon, wi´kszoÊç wczasowiczów wyjecha∏a,
pla˝e wyludni∏y si´. Moêna by∏o spotkaç tyl-
ko pojedyncze osoby lub ma∏e grupki w graj-
do∏ach. By∏ to najlepszy czas, mog∏em nago
w´drowaç kilometrami pla˝à i Êcie˝kà mi´-
dzy wydmami i lasem. Totalny luz!
o zmierzchu, liczàc, ˝e jeszcze ktoÊ do mnie
podbiegnie. Na pró˝no.
Czwartego dnia, ostatniego nad morzem,
wraca∏em pla˝à bez jakiejkolwiek nadziei na
jeszcze jedno spotkanie na wydmach. Minà-
∏em punkt, gdzie zawsze ktoÊ na mnie cze-
ka∏. By∏em ju˝ doÊç blisko wie˝y wartowni-
czej WOP-u, gdy dwie postacie krzykn´∏y
w moim kierunku. Byli to dwaj ˝o∏nierze
w mundurach. Wystraszy∏em si´ – mogli si´
przyczepiç do mojej nagoÊci (majtki by∏y
przecie˝ w plecaku na ramieniu). Podsze-
d∏em i z ulgà zauwa˝y∏em ich otwarte roz-
porki i sterczàce kutasy. Jeden poca∏owa∏
mnie, a drugi sprawdzi∏ j´drnoÊç mojej dupy.
– Witaj, kolego, mo˝e si´ zabawimy? We
trzech b´dzie nam lepiej, co ty na to?
– Super! – wymamrota∏em.
I zacz´∏o si´ niez∏e ruchaƒsko. Jeden by∏
pode mnà i bardzo chcia∏, abym mu zrobi∏ la-
sk´, a drugi, korzystajàc z mojej pozycji na
kolanach, zaczà∏ delikatnie dobieraç si´ do
mojego otworku. Wkrótce tworzyliÊmy zgra-
ny jednym ruchem kombajn cia∏: ja po-
pchni´ty chujem wojaka z ty∏u po∏yka∏em
g∏´biej kutasa le˝àcego. ByliÊmy jak zgodne
t∏oki lokomotywy. Wtem „rozleg∏ si´ gwiz-
dek“ i niemal jednoczeÊnie puÊci∏a sperma,
którà najpierw poczu∏em na poÊladkach
i plecach, a zaraz potem w ustach.
Potem obydwaj zacz´li lizaç i ca∏owaç
moje opalone cia∏o. Na
zmian´ ciàgn´li mi dru-
ta. Gdy by∏em ju˝ bli-
sko, dwóch wojaków
razem obj´∏o mojego
kutasa i energicznymi
ruchami doprowadzili
mnie do wytrysku. Wy-
strzeli∏em tak obficie jak
nigdy dotàd – starczy∏o,
aby oblaç mocno dwie
rozpalone twarze, z kro-
pelkami potu od nie-
dawnego wysi∏ku. Zacz´li lizaç jeden drugie-
mu twarz, ∏ykajàc sperm´, i przekazali mi jà
ca∏ujàc mnie g∏´boko i nami´tnie. Chcia∏em,
aby to trwa∏o wiecznie.
Zapada∏ zmierzch i wojacy musieli wracaç
do jednostki. Na po˝egnanie powiedzieli mi,
˝e ju˝ od d∏u˝szego czasu obserwowali mnie
za pomocà wojskowych lornetek z wysoko-
Êci wie˝y wartowniczej, jak wali∏em si´ z co-
raz to innym ch∏opakiem.
– Ukradkiem ÊciskaliÊmy swoje krocza,
najch´tniej walilibyÊmy nasze konie na wie-
˝y, ale w ka˝dej chwili móg∏ pojawiç si´ ofi-
cer i nie ryzykowaliÊmy.
Odeszli, oglàdajàc si´ par´ razy. Oczywi-
Êcie i tym razem zapomnia∏em zapytaç o ich
imiona i ewentualne adresy domowe. By∏o-
by Êwietnie móc si´ spotkaç ponownie,
gdzieÊ w g∏´bi kraju. Nast´pnego roku wró-
ci∏em na pla˝e mi´dzy ÂwinoujÊciem a Mi´-
dzyzdrojami – moich wojaków ju˝ nie by∏o,
nowych nie uda∏o mi si´ poznaç. Wojacy
(byli wojacy)! JeÊli któryÊ z Was jeszcze
mnie pami´ta – te wspólne szczytownaia na
wydmach – odezwijcie si´, napiszcie do
Jednego dnia, wracajàc póênym popo∏u-
dniem brzegiem morza, zauwa˝y∏em postaç
na wydmie, wymachujàcà w moim kierunku.
Obejrza∏em si´ za siebie, nie dowierzajàc,
czy chodzi o mnie, Ale pla˝a by∏a pusta, wi´c
to mnie wzywano. Podbieg∏em do wydmy –
by∏ to m∏ody facet, ubrany jedynie w wojsko-
we spodnie. Pr´dko je rozpià∏ i uwolni∏ swo-
jego kutasa, który szybko unosi∏ si´ i grubia∏.
– Chodê! – rzek∏ niecierpliwie, a w g∏osie
wyczu∏em ogrom po˝àdania.
Zaskoczony tà niespodziewanà sytuacjà,
pad∏em na kolana. W mgnieniu oka jego ku-
tas znalaz∏ si´ w moich ustach. Ja zaczà∏em
∏akomie pieÊciç go j´zykiem, jego biodra pra-
cowa∏y rytmicznie. Moje d∏onie zatopi∏y si´
w poÊladkach, gdy wykrztusi∏:
– W∏ó˝ mi palec do dupy, g∏´biej, ruszaj
nim!
I wtedy potok m∏odzieƒczej spermy zala∏
mi usta i zaraz potem twarz i piersi. Jego ˝o-
∏àdê sta∏a si´ tak czu∏a, ˝e nie móg∏ ju˝ wy-
trzymaç pracy mojego j´zyka. Teraz on
uklàk∏ i zaczà∏ mi waliç konia, co chwil´ bio-
ràc go do ust i Êliniàc. Nie musia∏ d∏ugo cze-
kaç – moje rozpalone do granic cia∏o da∏o
upust przesz∏o metrowym wystrza∏em, celu-
jàc w jego tors, a potem prawà r´k´, trzyma-
jàcà mojego kutasa. Sàdzi∏em, ˝e teraz usià-
dzie albo po∏o˝y si´ obok mnie, jednak on ze-
rwa∏ si´ pr´dko, powiedzia∏ „CzeÊç!“ i po-
bieg∏ w poÊpiechu. Nie dowiedzia∏em si´ na-
wet, jak mu by∏o na imi´. Szcz´Êliwy, ale
z pewnym niedosytem, wróci∏em do domu.
Nazajutrz historia powtórzy∏a si´, tylko
ch∏opak by∏ inny. Te˝ w wojskowych spod-
niach. Ten chcia∏, aby go wziàç od ty∏u. Mia∏
cudownà, j´drnà, wydatnà dupci´, jak dwa
wspania∏e bicepsy. J´cza∏ i st´ka∏ z rozkoszy.
R˝nàc go od ty∏u patrzy∏em na imponujàcy
trójkàt jego umi´Ênionych pleców, a gdy
przeszliÊmy na „oficera“, nie mog∏em, mimo
coraz wi´kszej ekstazy, nie podziwiaç jego
niewiarygodnie uwypuklonych mi´Êni brzu-
cha. To˝ ja rucham ˝ywà rzeêb´ greckà! Po-
tem ca∏owaliÊmy si´ nami´tnie. Raptem ze-
rwa∏ si´, po˝egna∏ i pobieg∏. I tym razem nie
pozna∏em imienia mojego partnera.
Nast´pnego dnia nikt nie czeka∏ na mnie
na wydmie. Rozczarowany wraca∏em
„ADAMA“! Mo˝e uda∏oby
si´ powtórzyç nasze go-
ràce doznania?
Janusz
/adres w redakcji/
13
Wydeptana Êcie˝ka wijàca si´ wÊród drzew ciàgn´∏a si´
wzd∏u˝ wydm. Dotar∏em na pla˝´ po kilkunastominutowym
marszu, a ciàgn´∏o mnie to, co wielu innych: ch´ç przeby-
wania wÊród swoich, a przede wszystkim okazja na szybki,
niezobowiàzujàcy seks.
STOGI
Roz∏o˝y∏em si´ na pla˝y, usypa∏em
sobie „grajdo∏ek“ i po krótkiej kàpieli
u∏o˝y∏em si´, nasmarowany olejkiem,
na r´czniku. Mog∏em oddaç si´ przy-
jemnoÊci podglàdania innych facetów.
By∏y pojedyncze osoby, pary lub grup-
ki znajomych. Wszyscy wystawiali
swoje cia∏a niby na s∏oƒce, a w rzeczy-
wistoÊci obna˝ali si´ dla innych. Roz-
chylali leniwie uda, a ich kutasy i jaja
przelewa∏y si´ mi´dzy nimi.
Mojà uwag´ przyku∏ szczególnie fa-
cet w wieku ok. 30-35 lat, o krótkich,
czarnych jak w´giel w∏osach i silnie
ow∏osionym ciele. Zarost na piersiach
ibrzuchu by∏ równomiernie roz∏o˝ony,
co dawa∏o piorunujàcy efekt. Le˝a∏ na
plecach, a szeroko roz∏o˝one nogi po-
zwala∏y dostrzec chuja, który – d∏ugi
niczym policyjna pa∏ka – spoczywa∏ le-
niwie na wyciàgni´tej nodze, jakby do
niej przyklejony. Zaczà∏em si´ w niego
bezczelnie wpatrywaç, co nie usz∏o
uwadze w∏aÊciciela tego d∏ugiego na-
rzàdu. Te˝ si´ we mnie wpatrywa∏,
a po chwili wsta∏ i zaczà∏ zbli˝aç si´
w moim kierunku. Serce zacz´∏o mi ∏o-
motaç, zacz´∏o si´ dziaç coÊ dziwnego
z mojà pa∏à, a on tymczasem zmierza∏
prosto do mnie, z tym swoim lÊnià-
cym, naoliwionym cia∏em, na swoich
smuk∏ych nogach, a przede wszystkim
z dyndajàcym wielkim kawa∏em mi´sa.
Zagada∏ o ogieƒ – pocz´stowa∏em
go fajkà – i tak zacz´liÊmy rozmow´
owszystkim i niczym. Kl´cza∏ na mo-
im r´czniku, opar∏ d∏onie na szeroko
rozstawionych udach, ogromna pa∏a
wisia∏a oparta o wielki wór, luêno zwi-
sajàcy. Oparty na ∏okciu, mia∏em nad
sobà ten widok – mój ma∏y nerwowo
reagowa∏, co nie dawa∏o si´ ukryç.
Rozmowa w podtekstach krà˝y∏a wo-
kó∏ jednego tematu: aluzje, dwuznacz-
noÊci, modulacje g∏osu, spojrzenia,
gesty – wszystko wskazywa∏o na to,
˝e obaj mamy ochot´ na seks. Mia∏ na
imi´ Karol.
Moja d∏oƒ pow´drowa∏a bezwiednie
wzd∏u˝ jego uda, w kierunku krocza,
i palcami musnà∏em ten wielki kawa∏
mi´sa, który nie by∏ taki mi´kki, jak si´
wydawa∏ – by∏ jakby nabrzmia∏y ju˝
krwià. PieÊci∏em jego jàdra, Êciska∏em
wygolone wory.
Mój kutas zadar∏
∏eb do góry, wi´c
czu∏em si´ skr´po-
wany, bo nasze
poczynania wzbu-
dza∏y ju˝ zaintere-
sowanie sàsia-
dów. Przerwali-
Êmy pieszczoty,
a gdy podniecenie
min´∏o, wdrapali-
Êmy si´ na wy-
dmy. SkryliÊmy si´
wÊród krzaków. To
by∏a dodatkowa
podnieta: ∏ono na-
tury, my cali
nadzy, nieskr´po-
wani, pod okiem
czujnych podglà-
daczy (bo o ich obecnoÊci byliÊmy
przekonani, ale by∏o nam to oboj´tne).
PrzywarliÊmy do siebie cia∏ami, na-
sze kutasy ociera∏y si´ o siebie, sple-
cione ramiona parzy∏y wzajemnie od
s∏oƒca, a usta z∏àczone w szaleƒczym
poca∏unku bola∏y od delikatnych ukà-
szeƒ z´bami. Mój j´zyk wsunà∏em
w usta Karola, ktory zaczà∏ go ssaç
wargami. Liza∏em jego szyj´, sutki,
wch∏ania∏em zapach jego pachy, do
ust wdziera∏y si´ drobne w∏oski, po-
liczkiem ociera∏em si´ o jego w∏ochatà
klat´ i brzuch.
Ogromnie d∏ugiego kutasa napotka-
∏em, ju˝ gotowego do akcji, w okoli-
cach p´pka. Wyglàda∏ imponujàco,
a nie do koƒca by∏ jeszcze sztywny. Je-
go zwil˝ona pierwszymi sokami g∏ów-
ka znikn´∏a w moich ustach – poczu-
∏em s∏onawy, przyjemny smak. Ssa∏em
„kapelusz“ chuja, tak ˝e si´ zaczerwie-
ni∏ jeszcze bardziej, a mój partner wy∏
z rozkoszy. W tym podnieceniu z∏apa∏
mnie obiema r´koma za g∏ow´ i zaczà∏
mnie pieprzyç w usta, nie zwracajàc
uwagi, ˝e mog´ si´ ud∏awiç. Poczàtko-
wo mia∏em k∏opoty z po∏ykaniem loda,
ale po chwili jego kutas znalaz∏ sobie
drog´ i wnika∏ w moje gard∏o niczym
idealnie dopasowany tryb w maszynie.
Oczy zasz∏y mi ∏zami – widzia∏em tylko
rytmicznie poruszajàce si´ biodra
14
i k´pk´ w∏osów ∏onowych ∏askoczà-
cych mnie w nos; czu∏em uderzenia je-
go jaj o podbródek.
Oddajàc si´ temu nami´tnemu ob-
ciàgowi nie zauwa˝yliÊmy, jak z krza-
ków wy∏oni∏o si´ kilku podglàdaczy:
obserwujàc nas pieÊcili swoje sztywne
fujary, nie kryjàc, ˝e ta scena ich pod-
nieca, a i wzbudza zazdroÊç. Karol
tymczasem zaczà∏ trzeç swojà g∏ówkà
kutasa o moje podniebienie, zaczà∏ sil-
nie oddychaç, wydawaç pomruki, co
Êwiadczy∏o o zbli˝ajàcym si´ orga-
zmie. Nie zdà˝y∏ mnie uprzedziç – kie-
dy zaczà∏ si´ spuszczaç, jego kutas
tkwi∏ w moich ustach. Goràcy stru-
mieƒ spermy sp∏ywa∏ do mojego gar-
d∏a niczym lawa z wulkanu. Po∏yka∏em
to, a kiedy Karol wycisnà∏ z siebie
ostatnià kropl´, wyliza∏em jego zwiot-
cza∏ego chuja dok∏adnie.
Tymczasem „znajomi z krzaków“
trzepali swoje konie na ugi´tych no-
gach. Niektórzy ju˝ strzelali ze swoich
pa∏, a sperma opada∏a szerokim ∏ukiem
na piasek lub spada∏a na liÊcie wierzb.
Byli i tacy, którzy pod naszym wp∏y-
wem oddawali si´ podobnym prakty-
kom, co my. Ale i ja chcia∏em si´ roz-
∏adowaç: oparty plecami o brzuch Ka-
rola trzepa∏em swojego kapucyna, Ka-
rol tymczasem pieÊci∏ moje wory,
brzuch i piersi. Przejà∏ w swoje r´ce
[ Pobierz całość w formacie PDF ]