Actualia 1938-11, TĘCZA

[ Pobierz całość w formacie PDF ]

ACTUALIA

Dr K. M . Morawski

„Tęcza”, nr 11, Listopad 1938 r., str. 75-76.

 

ZAGADNIENIA AKTUALNE

 

ACTUALIA

 

O niektórych dodatnich skutkach okresu wyborczego. Konserwatyści a masoneria. Jędrzej Moraczewski o rewelacjach Leona Kozłowskiego.

 

Warszawa, 17 listopada 1938 r.

 

W numerze „Warszawskiego Dziennika Narodowego” z dnia 30 października br. przeczytaliśmy następującą wzmiankę:

Nowy patron gimnazjum w Lesznie.

Leszno. — Przed dwoma miesiącami głośna była w naszym mieście sprawa nazwy państwowego gimnazjum im. J. Amosa Komeńskiego. Już w roku 1936 w dyskusji, jaka toczyła się na łamach „Głosu Leszczyńskiego”, domagano się zmiany nazwy gimnazjum, która w odrodzonym państwie polskim — jako niesławny spadek po zaborcy — nie powinna być tole­rowana z dwu powodów: 1) Jan Amos Komeński, przy­wódca Jednoty Braci Czeskich w Polsce, a przeby­wa­jący w Lesznie i tu odgrywający wielką rolę w latach 1628—1656 — był zdrajcą Polski, oraz 2) Amos Komeński był zażartym wrogiem Kościoła Katolickiego.

Sprawę nazwy gimnazjum im. Komeńskiego zakutali­zował w świetnym swym felietonie, ogłoszonym w sierpniu rb. w „Kurierze Poznańskim”, znakomity pisarz i publicysta Adolf Nowaczyński, któ­rego wywody i słuszne oburzenie podziela większość opinii społe­czeństwa leszczyńskiego.

Felieton Adolfa Nowaczyńskiego dodał bodźca przeciw­nikom czci Jana Amosa Komeńskiego w Lesznie. Na łamach miejscowego „Głosu Leszczyńskiego” dano znowu wyraz żąda­niu, aby raz nareszcie zlikwidować niezrozumiały w Lesznie kult zdrajcy i wroga Wiary św. Chodziło już nie tylko o zmianę nazwy gimnazjum państwowego, którego profesor historii p. Machnikowski był głównym defensorem pamięci „Przyjaciela ludzkości” — jak Komeńskiego nazywano — ale również o zmianę nazwy ulicy jego imienia.

W sukurs przyszło również obozowi antykomeńsko­we­mu zarządzenie Min. W. R. i O. P . o nazwach szkół średnich ogól­nokształ­cących i zawodowych oraz publicznych szkół powszechnych, które ustala, że patronem szkoły polskiej może być tylko Polak, zasłużony na polu bitwy, bądź na polu kulturalnym itp.

Ostatecznie Min. Wyznań Relig. i Oświecenia Publicznego za­rządzeniem z dnia 21 września rb. zmieniło nazwę liceum i gim­na­zjum im. Komeńskiego w Lesznie na Państwowe Liceum i Gimnazjum im. króla Stanisława Leszczyńskiego w Lesznie.

Tak więc sprawa została załatwiona i Komeński prze­stanie „patronować” młodzieży polskiej, uczącej się w gim­na­zjum lesz­czyń­skim.

Głos ten pisma prowincjonalnego zasługuje na pewien komen­tarz: w interesie prawdy historycznej stwierdzić należy, że nie do­piero w r. 1938 i nie dopiero Nowaczyński „rozhuśtał” ofensywę na gimnazjum im. Komeńskiego w Lesznie. Ofensywę tę wszczął bowiem niżej podpisany już przeszło lat temu siedem na łamach ówczesnej „Gazety Warszawskiej” (w nr. z 19 marca 1931 r.); potężny pęk światła rzucił na postać Komeńskiego w następnym już roku „Henryk Rolicki” w swoim „Zmierzchu Izraela”; w roku wreszcie bieżącym złożył poseł Budzyński do sejmowej laski marszałkowskiej znaną interpelację, którą do­piero w okresie wyborczym odniosła pożądany skutek.

W ogóle ciekawą bardzo jest rzeczą, jak rozwiną się związane z akcją antymasońską wypadki w okresie powy­bor­czym. Nie wy­starcza nam bowiem wcale, że w okresie przedwyborczym, premier nasz w rozmowie z wysokim dostojnikiem kościelnym zapowiedział rzekomo na najbliższy już czas utworzenie „biura badań i plano­wa­nia” w tej kwestii przy Prezydium Rady Ministrów; nie wystarcza, że wicepre­mier, w głośnej mowie katowickiej, w mglistych zresztą dosyć wyrazach, zrobił również aluzję do wszczętą być mającej jakoby także ze strony rządowej walki z „obcymi agenturami”.

„Czynu, czynu naród czeka...”, bo inaczej musiałby zawo­łać, niczym Juliusz do Zygmunta: „A tyś zląkł się...”

W okresie przesilenia zaolzańskiego, w okresie nerwo­wej atmosfery pomonachijskiej, zebrało się w pewnej willi warszawskiej, w ogrodzie tzw. „Frascati” przy nowowytyczonej ulicy płk. Nullo osobliwe towarzystwo. Gospodarzem był spadkobierca ultra-his­torycznego nazwiska, b. regent Królestwa Polskiego, człowiek uroczy, sympatyczny, inteligentny, oso­biście odważny, ale w kontaktach swoich politycznych skłonny do tego, co Francuzi nazywają — „liaison dangeureuse”. Albowiem w salonie księcia Zdzisława — omalże nie powie­działem „hrabiego Henryka” — znaleźli się tym razem m. i.: „Pankracy” — herbowy zresztą tym razem — p. Niedziałkowski i „Maciek (ale nie) nad Maćkami”, „Pechvogel” polityki polskiej, eksmarszałek Maciej Rataj i dwóch wysoce inteligentnych „speców”: jeden — od polityki finansowej — p. Młynarski, i drugi — od polityki zagranicznej — p. Ładoś.

Przypomniały mi się z lat młodych analogiczne posie­dzenia, tylko nie w Warszawie — ale w Krakowie, tylko nie na „Frascati” — ale, dajmy na to, na „Szlaku”, tylko nie u regenta Lubomirskiego — ale, dajmy na to, u profesora Tarnowskiego.

Zresztą sztafaż — w odległości lat 25 — ten sam: w środku — najzacniejszy gospodarz konserwatysta, po prawicy — profesor-liberał, po lewicy — polityk-wolno... myśliciel, a w komnacie książęcej czy hrabiowskiej — nieznośny „odór massonicus”.

Tę atmosferę wytworzyli w obozie konserwatywnym nie Tarnowscy i Lubomirscy, prawi spadkobiercy hrabiów Juliu­szów i książąt Janów-Tadeuszów, ale żywioły konserwatyzmowi obce, niebacznie zaś przez nich do głosu w sprawach konser­watywnych dopuszczone.

* * *

Na zakończenie „dynamiczne” wypowiedzenie się pre­miera o premierze, „pierwszobrygadowca” o drugim „pierwszo­brygadowcu” Jędrzeja Moraczewskiego o Leonie Kozłowskim:

„Dzisiejsza masoneria jest przeżytkiem. Może bardzo szacownym, ale bądź, co bądź przeżytkiem. Jej treść rozebrały między siebie liczne partie polityczne, towarzystwa dobro­czyn­ne, oświatowe, nawet rządy. Organizacyjna więź dawnej maso­nerii stała się obecnie jedyną jej treścią: „stawać słowem i czynem w obronie braci”. Bratnia pomoc zarówno ludzi posiadających władzę i wpływy, dzięki swym zdolnościom jak i zasobnych w kapitały, oto dzisiejsza masoneria. Taka bratnia pomoc jest niewątpliwie korzystna dla samych farmazonów. Dla państwa może być pożyteczną, może być szkodliwą, zależnie od tego, kto nią kieruje. Jeżeli tym kierownikiem będzie „pijane dziecko we mgle”, całkiem archeologiczny beliniak, p. sen. L. K., mógłby przynieść nieobliczalne szkody, jak zresztą każdy ułan, gdy zacznie filozofować. Jeżeli będzie nim ktoś od niego mądrzejszy, szkoda będzie o wiele mniejsza.

Dr K. M . Morawski

  „Tęcza”, nr 11 z 1938 r.               Strona 2 z 4

 Rolą historyczna Komeńskiego wypadnie się jeszcze zresztą zająć dokład­niej w cza­sie najbliższym.

 Zapowiedź dekretu antymasońskiego, opracowywanego rzekomo przez Minister­stwo Sprawiedliwości przynosi ,,Słowo” z 1 listopada. Por. na ten temat trafne uwa­gi Hieronima Tarnowskiego w ,,Merkuriuszu polskim” z 20 listopada!

,,Front robotniczy” z 1 września b. r .

Por. rozważania londyńskiego „The Tablet” z 22 października b.r., jak rów­nież ustępy z listu pasterskiego J. E. ks. biskupa Przeździeckiego na temat, czy wolno katolikom obcować z masonami. Jak było do przewidzenia, podniosły się sprzeciwy przeciwko mojemu ujęciu (w ostatnim numerze ,,Tęczy”) zagadnienia, czy Bogdan Hütten-Czapski był masonem. Otóż — chociażby udało się zakwestionować autentyczność cytowanych tam rewelacji p. Faszczewskiego, zważywszy, że nie powołuje się on na żadne źródła — to jawne obcowanie katolików z masonami musi w odpowie­dzialnych naszych czasach wywoływać zgorszenie i niepokój i nie da się żadną miarą usprawiedliwić politycznymi względami wyższej rzekomo kategorii.

[ Pobierz całość w formacie PDF ]
  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • ksmwzg.htw.pl