Aartykul Barbary Rogers Pułapka wybaczenia, Dodane od WAS
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
jest artykuł Barbary Rogers, autorki książki "Screams from Childhood".
Oryginalny tytuł artykulu: "The Trap of Forgiveness" by Barbara Rogers, author of "Screams from Childhood" - marzec 2005
Pułapka wybaczenia
Relacja między rodzicami i ich dziećmi charakteryzuje się nakazem dla dzieci żeby czciły rodziców i im wybaczały - gdy w przypadku rodziców głównie skupia się na tym jak ważne jest stosowanie dyscypliny. Czemu w ten właśnie sposób myślimy o takiej specjalnej relacji, w której jedna ze stron ma cala fizyczna, emocjonalna i intelektualna władzę - i tez odpowiedzialności żeby prowadzić poddane, niewinne dzieci poprzez bycie dobrym przykładem - gdy druga ze stron jest zależna, bezsilna, wrażliwa i zależna od łaski rodziców?
Te różnice miedzy tym co się oczekuje od rodziców, a tym co się oczekuje od dzieci, same za siebie mówią o tym w jaki sposób władza jest traktowana i używana. Żeby być pewnym tego ze ich dzieci będą im wierne i posłuszne, rodzice maja przyzwolenie - a nawet są zachęcani do tego - żeby używać jakiekolwiek metody nazywanej dyscypliną. Wiec to co serwujemy dzieciom w postaci dyscypliny, uczy je ze władza oznacza prawo do używania przemocy i poniżenia - i ze są to akceptowane formy ludzkiego zachowania. To bezsilne (słabe) dziecko jest pozbawione praw człowieka.
Nauczamy nasze dzieci żeby nigdy nie atakowały, ani nie raniły innych. Jak mamy być jednak dobrym przykładem dla naszych dzieci jeżeli nie respektujemy ich praw człowieka - a przede wszystkim prawa do integralności ciała?
Z pewnością są rodzice którzy traktują swoje dzieci z szacunkiem i są ich kochającymi przewodnikami życiowymi. Ale kary cielesne dalej są uważane za właściwe przez dwie trzecie amerykanów i są dozwolone w szkołach w ponad 20 stanów. Społeczeństwo jest tego cichym świadkiem i ignoruje cierpienia krzywdzonych dzieci. Żadne prawo ich nie ochrania. A później w życiu prosimy te skrzywdzone dzieci - kiedy próbujemy, często w terapii, uporać się z konsekwencjami tego co ich spotkało - żeby wybaczyły. Że przynajmniej kiedyś będą musiały wybaczyć.
Nakaz czczenia rodziców pozwala na to żeby ten destrukcyjny mechanizm - polegający na traktowaniu dzieci bez szacunku, z lekceważeniem dla ich godności, człowieczeństwa i praw człowieka - przenosił się z dzieciństwa do życia dorosłego. Prawdziwe uczucia dziecka które cierpi z powodu krzywdzącego zachowania rodziców, są albo ignorowane, albo są określane jako nieistniejące, nieposłuszne, buntownicze, nonszalanckie, albo jako niewybaczające rodzicom.
Ale ten mechanizm blokuje uczucia dziecka, zrozumienie jego obecnych problemów życiowych, jego samego i jego przeszłości. Przekonanie, że ci z nieograniczona władzą - maja prawo karać, upokarzać, umniejszać, ignorować uczucia dziecka i jego ból - jest podtrzymywane przy życiu z powodu wiary w to ze rodziców zawsze trzeba czcić i zawsze im wybaczać. I tez z powodu wiary w to, ze tłumienie prawdziwych uczuć dziecka i jego prawdy, jest aktem "wybaczenia".
Nawet gdy żaden rodzic nie prosił swojego dziecka o wybaczenie mu, ani nie próbowali go albo ją zrozumieć, wybaczenie dalej jest wychwalane jako lekarstwo przeciw złości i nienawiści. I też jako droga do osiągnięcia wewnętrznego spokoju. Wiem z mojego własnego doświadczenia, ze mój wewnętrzny spokój znalazłam, wybaczając samej sobie - przede wszystkim poprzez wybieranie drogi która oddalała mnie od drogi moich rodziców i ich przekonań. Każdy krok na tej drodze zbliżał mnie do prawdziwej Mnie Samej. Gdy uczucia złości, nienawiści albo ból pojawiają się u dzieci, są one uważane jako problematyczne – dzieci, które są krzywdzone wzrastają w poczuciu krzywdy, później w terapii, która ma na celu przezwyciężenie tej krzywdy która przecierpieli mają szansę uleczenia. Dorośli mogą nawet najbardziej nienawistne i okrutne traktowanie zamaskować pod przykrywka eufemistycznego słowa "dyscyplina".
Gdy byłam mała, moja matka zawsze cierpiała i była zgorzkniała. Jej wybuchy niekontrolowanej złości przerażały mnie i moich braci i siostry. Ona nie wybaczała swoim dzieciom, ani jej wyuczone przekonania nie zalecały wybaczenia dzieciom, tylko podkreślały znaczenie dyscypliny. Jej przekonanie ze ona była sprawiedliwa gdy nas karała i prześladowała, dawało jej wolna rękę żeby wyżywać się na nas, gdy sama się miotała z jej wewnętrznymi problemami. Zajeło mi to lata w terapii, żeby emocjonalnie zrozumieć, że jej zachowanie i jej przekonania były złe i okrutne. Była diabelskim potworem - takim, jak ona zwykła mnie portretować. Już później, w okresie mojej dorosłości, gdy w końcu znalazłam w sobie wewnętrzną sile, nauczyłam się ze mam prawo do tego żeby tworzyć moje własne granice, tak żeby nie być już więcej raniona przez jej oziębienie, brak współczucia i okrutną szorstkość.
Po Długiej terapii, wiem ze każdy człowiek doświadcza innych uczuć, w zależności od tego co się dzieje w jego życiu, albo od tego jakie uczucia mogą być sprowokowane wydarzeniami z przeszłości. To uczucia powodują ze żyjemy do pełna i przyczyniają się do tego ze wiemy kim jesteśmy. Przez długie już lata, nie tylko mieszkam daleko pod względem geograficznym od mojej matki, ale również nie utrzymuje z nią kontaktu. Często dostawałam rady żeby jej wybaczyć. Ale przez to że trzymam się od niej z daleka - od jej upartej wiary w swoja prawość od jej niekończącego się utyskiwania, od jej niechęci do tego żeby zrozumieć przez co przeszłam w życiu, i od jej domagania się żebym zaprzeczyła ze mój ojciec wykorzystywali mnie seksualnie - mogę być wierna samej sobie. Pozwala mi to w silny i w wolny sposób doświadczać moje uczucia i mieć moje myśli. Nie muszę już ich chować przed nią.
Odrzucając pomysł wybaczania, nie grzęznę więcej w uczuciach złości i nienawiści. Gdy takie uczucia się pojawiają, co jest rzadkie, sprawdzam czy maja one coś wspólnego z moją bolesną przeszłością i jeżeli tego potrzebuję, pisze o tym żeby siebie samą z empatią zrozumieć. A potem wybaczam samej sobie że tak bardzo cierpiałam, nie mając siły żeby protestować, bronić się, żeby zmienić moje życie i moje związki. Na końcu zajmuje się moim teraźniejszym życiem, w którym teraz mam już wybór, mogę żyć inaczej, mogę się bronić i muszę dbać o moje dobro. Uważam że przebaczanie mnie samej jest podstawowym i wspanialym lekarstwem. To jest taki rodzaj wybaczenia ktory poradziłabym skrzywdzonym dzieciom, które teraz są w terapii, w celu pokonania dawnych traum.
Akt przebaczenia - a zwłaszcza taki jednostronny - albo przebaczające nastawienie do rodzica, nie leczy z traum i z destrukcyjnych mechanizmów z przeszłości dziecka. Zamiast tego, wpiera je głęboko do podświadomości, z niewypowiedzianym głośno ale kategorycznym rozkazem: "Siedź tam; nie protestuj i zacznij krwawic od nowa; przeszłość mam już za sobą, wiec nie będę cię słuchać". Wybaczenie nie wymaga od rodziców albo od społeczeństwa skonfrontowania sprawcy z jego odpowiedzialnością i poznania konsekwencji jego krzywdzącego zachowania. Wiec rzeczywistość krzywdzącego zachowania i prawda o nim - jest pochowana pod płaszczykiem wybaczenia - i może być znowu odreagowana, tragicznie i destruktywnie, na następnej generacji.
Jeżeli uznana jest przeszłość i cierpienia dziecka, są one przedyskutowane i podzielone, kiedy rodzic może wyrazić swoje współczucie, swoja skruchę i jest w stanie wziąć na siebie odpowiedzialność za swoje czyny - wtedy wybaczenie nastąpi samo z siebie, bez żądania go. Ale dla wielu, koncept wybaczania odnosi się do niewybaczających rodziców, którzy nie chcą nawet słyszeć o krzywdzie jaką wyrządzili, a jeszcze mniej chcą szczerze przeprosić za nią, żałować swojego postępowania, albo starać się mieć empatie i współczucie dla swojego dziecka. Wiec rezultatem wybaczenia jest kontynuacja istnienia niewidocznego, tajemnego wiązadła, które przywiązuje ofiarę do sprawcy. Tłumi głosy ofiar i prawdę, poprzez zalecenie, a nawet rozkaz, żeby wybaczyć. Nazywam to pułapką wybaczenia.
Pułapka wybaczenia polega na tym ze wywołuje w nas przekonanie iż zakonczył się już proces poznawania tego co nas zraniło i zdeformowało, gdy byliśmy dziećmi. Dlatego nie dążymy już więcej do tego żeby być świadomym i przepracowywać tę kwestię- nie tylko dla nas samych, ale też żeby nie powtarzać takiego krzywdzącego, raniącego, albo niemiłego zachowania wobec naszych dzieci. W celu rozwiązania uczuć bólu albo złości, albo buntu, albo nienawiści, ofiara jest proszona żeby wybaczyła - jakby wybaczenie miało rozwiązać kwestie powstałe w wyniku uciemiężonego dzieciństwa. Tego rodzaju wybaczenie oznacza dla mnie, ze muszę odciąć się od moich uczuć, myśli i uczucia, że żyje. To odebrałoby głos tej Mnie prawdziwej. To byłby koniec mojego głębokiego pragnienia, które mam i które miałam całe moje życie, żeby być sobą prawdziwą. Tylko wtedy gdy cale moje życie będę otwarta na wszystkie moje uczucia i wspomnienia, będę mogła się z nich uczyć i być prawdziwa sobą.
Widziałam ludzi którzy są zniewoleni uczuciami złości, nienawiści, cierpienia, utyskiwania nad swoim losem, zazdrości i innych. Oni nie potrzebują przebaczyć żeby wyjść ze swoich tarapatów, ale potrzebują oświecającej terapii. Często oni nie są w ogóle świadomi tego ze te natrętne, przytłaczające uczucia, spowodowane są bolesnymi lub traumatycznymi doświadczeniami w dzieciństwie.
Na mojej terapeutycznej drodze - z różnymi terapeutami, z różnymi rodzajami terapii i w mojej własnej terapii pisania - uczucia złości, smutku, wściekłości albo nienawiści potrzebowały czasu żeby wyjść na powierzchnie i żeby były przyjęte i zaakceptowane. One mijały gdy były rozumiane i akceptowane i torowały mi drogę do mojego wewnętrznego spokoju. Koncept wybaczania jest często przepełniony mglistymi i dogmatycznymi pojęciami o charakterze religijnym. Jego zamiarem jest wywołanie uczucia winy u skrzywdzonej osoby. Pojecie wybaczenia wykorzystuje i karmi się starymi uczuciami winy które nagromadziły się w dzieciństwie. Umożliwia tym samym kontynuacje - tych dobrze znanych z przeszłości sposobów kontrolowania naszych uczuć i potrzeb - w dorosłym życiu i w terapii. Przeszkadza nam żebyśmy stali się silnymi i wolnymi dorosłymi, którzy nie boja się mówić prawdy i z miłością dbają o siebie i o zaspokajanie swoich prawdziwych potrzeb. Wszystkie inne przestępstwa trafiają do sadu, ich sprawcy są zaskarżani i karani. Tylko przestępstwa popełnione przeciwko dzieciom są wstydliwie i w tajemnicy załatwiane w terapii - pogrzebane przez rady żeby wybaczyć i żeby nigdy nie doczekać się sprawiedliwości.
Pozbycie się nienawistnych myśli albo potrzeby wyzywania się na innych, jest ludzkie i ważne. Ale wybaczenie staje się pułapką gdy destrukcyjne poczucie winy o rożnych nasileniach, wiąże nas z rodzicami, uniemożliwiając stworzenie zdrowych granic samoobrony które chronią nas samych i nasze dobro. Gdy tyle wagi przykłada się do zalecania skrzywdzonym dzieciom przebaczenia, nikt go nie oczekuje od rodziców. Rady dla rodziców są zdominowane przez słowo "dyscyplina", które może usprawiedliwiać lanie, bicie, bicie przy pomocy przedmiotów i inne poniżające i krzywdzące rodzaje zachowań. Takie zachowania są poniżające, nieludzkie i często byłyby nazwane torturami, gdyby były stosowane wobec dorosłych.
Co by się stało gdybyśmy podkreślili znaczenie wybaczania naszym dzieciom i zrozumienie ich - a nie tylko domagali się tego od nich? Wtedy nie byłoby potrzeby żeby dzieci wybaczały krzywdzące zachowania, ponieważ doświadczyły by one współczucia, wybaczenia i miłości - zamiast nauczyć się języka zachowania który składa się z nieprzebaczania i nieludzkości w postaci bezlitosnego i pełnego nienawiści zachowania rodziców.
Dlaczego nie uczymy rodziców wybaczania i nie oczekujemy go od nich? Dzieci potrzebują robić błędy i uczyć się z nich. Dzieci potrzebują być prowadzone ze współczuciem i zrozumieniem, w poważny człowieczy sposób, bez przemocy i poniżenia. Tak w przeświadczeniu, że doświadczają miłości wtedy stają się silne żeby budować własne życie i mogą tworzyć świat niezdominowany przez przemoc.
[ Pobierz całość w formacie PDF ]