Aby miasto było spokojne, Smallville

[ Pobierz całość w formacie PDF ]

2 stycznia 2011 r.

Akcja rozgrywa się już po zaginięciu Chloe. Nową Strażnicą została Tess. Jej relacje z narratorem nie układają się najlepiej. Sami zobaczycie jak to wygląda. Odcinków nie oglądałam. Wydarzenia znam ze streszczeń na portalu Polskie Centrum Informacji Smallville.

Aby miasto było spokojne...

Wypuściłem ze świstem powietrze. Przez dobre pięć minut stałem bez ruchu pod drzwiami z zamkniętymi oczami. Po chwili uznałem, że mam dość siły by dojść do kuchni i przekroczyłem próg mieszkania na szczycie Queen Tower.

W środku powitały mnie okrzyki kłótni Laury i Babci.

-Nie włożę tego! - wrzasnęła moja siostra – Jest ohydne!

-Załóż. - błagała babcia. - To śliczny sweterek.

-Jasne! Tylko szkoda, że strasznie obciachowy.

Wszedłem do pokoju. Kiedy zobaczyłem, do czego babcia próbuje zmusić Laurę, z wielkim trudem pokonałem wybuch śmiechu.

-Babciu, daj jej spokój. - wtrąciłem się. - To naprawdę okropne.

-Nawet ty? - zapytała mnie – Może ją przekonasz do tego?

-Nie będę jej do niczego przekonywał, bo ja też bym tego nie włożył.

-Dzięki Olly! - Laura wyszła z salonu, zabierają po drodze jedną z książek która stała na półce.

Odprowadziłem ją wzrokiem do sypialni. Kiedy już zniknęła mi z oczu, zwróciłem się do babci:

-Proszę cię, nie możesz na nią tak napadać. To nastolatka, nie lubi, kiedy ktoś jej tak narzuca.

-A ty? Jak ty ją wychowujesz, że jest taka opryskliwa...

-Laura wcale nie jest opryskliwa. Zrób tak jak ja. Daj jej wolną rękę w codziennych decyzjach. Inaczej nie będzie potrafiła kierować firmą, współpracować w rodzinie.

-Kto ci tak powiedział? - zapytała świdrując mnie wzrokiem.

-Sam się tego tak nauczyłem.

Naszą rozmowę przerwał straszne uderzenie. Bez wahania podbiegłem do okna i wyjrzałem na ulicę.

Na dole zastałem coś, co świadczyło o moim spóźnieniu. Ulica wyglądała, jakby ktoś rzucił na nią granat o dużym wyrzucie. Przebiegłem wzrokiem po całej alei. Gruzy i martwe ciała ścieliły jezdnię.

-Co to było? - Laura wybiegła ze swojego pokoju z książką w ręku.

-Jakiś potężny wybuch. - stwierdziłem po sekundowym zastanowieniu. - Tak sądzę. Nie mam lepszego pomysłu.

Nagle usłyszałem dźwięk mojej komórki w tylnej kieszeni spodni. Wyjąłem ją odruchowo i zobaczyłem podpis kontaktu: CLARK.

-Tak? - zapytałem odbierając.

-Słyszałeś to? Ten wybuch.

-Jasne. W końcu to było pod moim mieszkaniem.

-Zauważyłem. Mamy małe zadanie do wykonania. Otwieraj swoja kolekcję. Laura też się nam przyda. W tych małych dziurach tylko ona się zmieści.

-Dobra. Już jedziemy. Za pół godziny będziemy w Strażnicy.

Rozłączyłem się i pośpiesznie otworzyłem szafkę ze swoim tajnym arsenałem.

-Babciu, musimy iść. Spotkanie w Wieży.

-Oliver, proszę. Nie możesz tak po prostu iść. Chociaż coś zjedz. - błagała babcia, kiedy Laura pojawiła się ze swoją walizką z częścią noży.

Bez większych ceregieli chwyciłem proszki, które obniżały senność. W końcu musi mi tego starczyć na całą noc.

Babcia cały czas prosiła nas, żebyśmy zostali. Nie lubiła, kiedy wychodziliśmy na zwykłe patrole, a co dopiero nadzwyczajne zebrania.

Byliśmy już gotowi. Nie mogliśmy przejechać samochodem. Ruch Uliczny został wstrzymany. Tylko jedno nam zostało.

Wyszliśmy z budynku firmy i popędziliśmy do redakcji PLANETY.

-Kiedy byłaś tu ostatnio? - Zapytałem moja siostrę, szczerze ciekawy, co mi odpowie.

-Wczoraj. - odpowiedziała bez zmrużenia oka.

-Wczoraj? Po co?

-Pomagałam Tess przydzielać stanowiska. Zatrudniła kilku nowych.

-I poprosiła właśnie Ciebie?

-Przyjaźnimy się perzcież. A ty mógłbyś do niej wrócić.

-Próbowałem, ale ona tego nie chce.

-Kłócić też się z nią nie chcesz? - wrzasnęła, kiedy wsiedliśmy do windy, a ja nacisnąłem ostatni klawisz.

-Masz rację – odparłem spokojnie. - Kłótnie z nią to akurat z mojej winy.

-Chociaż do tego potrafisz się przyznać.

Jazda na dach nie trwała długo. Jedynie nieliczni wiedzieli o naszym skrócie do mieszkania Chloe. Chociaż ona już tam nie mieszka. Tęsknię za nią. Nie wiem, kiedy ja znowu spotkam. Modlę się, żeby pewnego dnia stanęła w drzwiach domu Clarka i oznajmiła nam, że wróciła. Mrugnięciem powiekami, opróżniłem oczy z łez, które napłynęły mi na jej wspomnienie. Nie czas na sentymenty. Teraz musimy się postarać, żeby w Metropolis chociaż przez chwilę mieszkańcy mogli poczuć się beztrosko.

[ Pobierz całość w formacie PDF ]
  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • ksmwzg.htw.pl